Narrator:

Dawno, dawno temu w maleńkiej chatce na skraju lasu mieszkał ubogi drwal ze swoją drugą żoną i dwójką dzieci z pierwszego małżeństwa – Jasiem i Małgosią. Drwal bardzo kochał swoje dzieci i martwił się, że muszą cierpieć głód i nędzę. Macocha natomiast nie lubiła Jasia i Małgosi. Uważała, że  bez nich byłoby im dużo łatwiej poradzić sobie z biedą.

Pewnego dnia rzekła do swego męża:

Macocha:

– Musimy się pozbyć dzieci!

Drwal:

– Co ty mówisz moja droga?

Macocha:

– Wyprowadzimy je daleko do lasu i rozpalimy ogień, a sami pójdziemy do roboty. Dzieci zostaną w lesie! Same nie znajdą drogi do domu.

Drwal:

– Nie zgadzam się!

Macocha:

– To jedyna rada. Inaczej zje nas głód!Jasiu! Małgosiu! Idziemy do lasu.

Narrator:

Dzieci podsłuchiwały całą rozmowę przez otwarte okno i Małgosia bardzo się przestraszyła.

Jaś:

– Nie martw się Małgosiu, jakoś sobie poradzimy.

Drwal:

– W torbie macie dwie kromki chleba na obiad.

Macocha:

– Po drodze zbierajcie chrust. Rozpalę wam ogień.

Narrator:

Po dwóch godzinach marszu kobieta mówi do męża.

Macocha:

– Zaszliśmy już chyba dość daleko. Tu je zostawimy.

Narrator:

Następnie zwraca się do dzieci:

Macocha:

– Jak skończymy robotę, przyjdziemy tu po was!Razem wrócimy do domu.

Narrator:

Rodzice odchodzą pozostawiając dzieci same w lesie. Jaś zwraca się do Małgosi.

Jaś:

– Przez całą drogę rzucałem za siebie okruszki chleba. Tym sposobem łatwo wrócimy             do domu.

Małgosia:

– Czy słyszysz uderzenia siekiery? To nasi rodzice…

Jaś:

– Możemy wiec odpocząć.

Narrator:

Jaś zasnął bardzo mocno, a zaczęło się ściemniać. Obudziła go Małgosia mówiąc.

Małgosia:

– Jasiu, Jasiu obudź się jestem głodna!

Jaś:

– Już wzszedł księżyc! Słyszysz? Czyżby to nasi rodzice jeszcze pracowali?

Narrator:

Oboje ruszyli szybkim krokiem w stronę, z której dobiegały dziwne odgłosy.

Jaś:

– To już niedaleko. Stąd dochodzi odgłos siekiery …

Małgosia:

– Jasiu, boję się …

Jaś:

– Tonie jest siekiera, tylko suchy patyk uderzający o pień sosny!

Małgosia:

– Och! Co my teraz zrobimy !? Zgubiliśmy się.

Jaś:

– Nie mogę odnaleźć okruszków chleba.

Małgosia:

– Co my teraz zrobimy?

Jaś:

– Jesteśmy uratowani! Tam widzę jakieś światło. Może dostaniemy coś do jedzenia?

Narrator:

Oboje ruszyli w kierunku światła i dotarli do pięknej chatki, całej ze słodyczy i  piernika.

Jaś:

– Och! Widzisz to co ja? Dach z czekolady, ściany z karmelków, a drzwi z piernika!

Małgosia:

– Same pyszności!

Jaś:

– Na początek skosztujemy piernika.

Małgosia:

– Pycha! Jasiu, czy to nam się śni?

Jaś:

– Pfee…! Nie próbuj płotu, jest drewniany!

Narrator:

Zajęte kosztowaniem słodyczy dzieci nie zauważyły staruszki, która pojawiła się przed domem i zapytała.

Czarownica:

– Skąd przychodzicie moje dziadki?

Jaś i Małgosia:

Och ! Kto to?!

Czarownica:

– Wejdźcie do izby, nie bójcie się! Nic złego wam nie zrobię. Dostaniecie pyszny podwieczorek.

Narrator:

Dzieci niczego nie podejrzewając weszły do środka, wiedźma jednak miała złe zamiary.

Czarownica:

– Proszę, krem, czekolada, pierniki.Podjadajcie do syta …Położę was teraz do łóżek, bo pewnie jesteście bardzo zmęczone.Jutro poszukamy drogi do waszego domu.

Narrator:

Gdy dzieci smacznie spały wiedźma knuła swój podły plan.

– Śpijcie moje smakowite kąski. Ha ! Ha ! Ha ! ….

Jaś:

– Ojej ! Co się stało?!

Małgosia:

– Nie wiem, gdy się obudziłam ty byłeś już w tej klatce.

Czarownica:

– Nie narzekaj! Będziesz teraz wiódł tu słodkie życie.

A ty dziewczynko nie myśl, że będziesz tu za darmo pierniki jadła!                                                Będziesz nosiła twojemu braciszkowi smaczne kaski do kojca, żeby był jak prosiaczek.                                                     Lubię takie małe tłuścioszki.

Narrator:

Co dnia czarownica naganiała Małgosię do wykonywania różnych prac, a Jasia  tuczyła,             aby był tłusty i pulchny jak prosiaczek.

Czarownica:

– Idź do sadu! Nazbieraj i przynieś mi rumianych jabłuszek.

Wiewiórka:

– Biedne dzieci ! Wpadliście w łapy okrutnej wiedźmy, musicie  stąd uciekać!

Małgosia:

–  Ale Jaś jest zamknięty w klatce….

Wiewiórka:

– Musicie coś wymyślić. Starucha przyozdobiła swój dom smakołykami, by zwabiać dzieci. Gdy któreś dostanie się w jej ręce …

 

Małgosia:

– Co wtedy?

Wiewiórka:

– Tuczy je aż staną się tłuste, a następnie je zjada. Wiedźma niedowidzi, może uda wam się to wykorzystać. Inaczej czeka was marny los!

Małgosia:

– Muszę to zaraz powiedzieć Jasiowi. Nie może ani trochę przytyć!

Narrator:

– Ale jak tu nie przytyć, kiedy przez kilka tygodni dostaje się smakowite kąski!

Małgosia:

Jasiu ! Nie możesz ani trochę przytyć!  Mam pomysł, masz tu kurzą kostkę.

Będziesz ją pokazywał zamiast palca.

Narrator:

Mijały kolejne dni, Małgosia przez cały ten czas gotowała, sprzątała i płakała nad losem            jaki ich spotkał. Wiedźma co rano sprawdzała, czy Jaś przytył na tyle, by mogła go zjeść.

Czarownica:

– Wystaw paluszek!

Narrator:

Chłopiec oszukiwał staruchę, wystawiając zamiast palca kurzą kostkę.

Czarownica:

– Coo? To niemożliwe! Jakoś wcale nie tyjesz…

Dość już mam tego czekania!  Jutro go ugotuję!

Narrator:

Znudzona czekaniem czarownica rozpoczęła przygotowania do uczty, poleciła Małgosi,                aby wykonała następujące zadanie.

Czarownica:

– Małgosiu widzisz ten duży garnek? Masz go napełnić po same brzegi wodą ze studni.

Wiewiórka:

– Oho! Widzę, że wlewasz wodę do gara, w którym wiedźma zwykle gotuje tłuste dzieci. Wiesz, co to oznacz?

Małgosia:

– O nie, Jasiu!

Czarownica:

– No i jak tam moja droga idzie ci robota? Wystarczy, chodź będziemy teraz piekły chleb.

Narrator:

Wiedźma zabrała się do pieczenia chleba.

Czarownica:

– Trzeba tylko sprawdzić, czy piec jest już gotowy.  Wejdź na łopatę i zajrzyj do środka.

Małgosia:

– Ale ja nie wiem jak …

Czarownica:

– Co za niezdara! Siądź , o tak pochyl głowę i wtedy…

Narrator:

Gdy wiedźma usiadła na łopacie Małgosia popchnęła ją do środka i zaryglowała piec.

Czarownica:

Co ty wyprawiasz? Ratunkuu …!

Narrator:

Następnie Małgosia otwarła kojec i uwolniła Jasia.

Jaś:

Wspaniale Małgosiu! Udało ci się uwolnić mnie z tej klatki.

Wiewiórka:

–  Udało wam się zgładzić staruchę.  W skrzyni pod ścianą leżą perły i drogocenne            kamienie, zabierzcie je ze sobą i wracajcie do domu.

Jaś:

– Tak, lecz nie wiemy, w jakim kierunku mamy iść.

Wiewiórka:

– Zaprowadzę was, znam dobrze drogę. Odwiedzam często kuzynkę, która mieszka                w waszych stronach. Słyszałam też od niej, że wasz ojciec wygnał złą macochę na                     cztery wiatry i szuka was po lesie.

 

 Jaś:

– Małgosiu patrz, to nasz dom! Ojcze !!!

Drwal;

– Moje kochane dzieci !!!

Narrator:

Ojciec aż popłakał się widząc dzieci całe i zdrowe. Dzieci przywitały się i podały ojcu szkatułkę z drogocennymi kamieniami. Macochy nie było już w domu.

Odtąd żyli szczęśliwie, w dostatku i spokoju w małym domku pod lasem.

Kategorie: Biblioteka